Rzucanie palenia – metoda Astral Dynamics

Posted on Listopad 27, 2008. Filed under: metoda na rzucenie palenia, postanowienie noworoczne | Tagi: , , |

Metoda na rzucenie palenia – sprawdź!

Poszukując w internecie wpadłem na stronę Astral Dynamics, gdzie opisana jest metoda autorstwa Pana Artura Zgadzaja. Polega na zmianie świadomości oraz postrzegania nałogu tytoniowego. Zapraszam do lektury a także do dzielenia się swoimi wrażeniami na temat stosowania tej metody.

Rzucanie palenia:

Dla tych, którzy jeszcze palą i chcieliby to rzucić podaję coś, co pomogło ponad 20 lat temu mojemu starszemu bratu. Wymyśliłem to wtedy sam, na poczekaniu, podczas rozmowy z nim. Oczywiście to „wymyślenie” było owocem zebranej wiedzy i zrozumienia z wiedzy psychologicznej o człowieku. Zatem należy powiedzieć, że nie całkiem sam to wymyśliłem. Nie sądziłem, że mój brat potraktuje to poważnie, zwłaszcza że to był tylko mój wymysł, a nie jakiegoś szanowanego autorytetu w stylu Psychologa, Lekarza, czy uznanej Poradni Antynikotynowej. Byłem tym jego poważnym potraktowaniem tematu nawet bardziej zaskoczony, niż samym super pozytywnym efektem uwolnienia się od nałogu. Widać miał już tego serdecznie dość, po wielu latach prób rzucenia, chodzenia do poradni antynikotynowych, brania tabletek Tabex, czytania różnych systemów np. związanych z dietą. Ciągle mi mówił, że on nie ma na to silnej woli. Zatem, to co wymyśliłem miało jemu odpowiadać, czyli żadnej walki z nałogiem, żadnej silnej woli, żadnego odmawiania sobie, wręcz folgowanie sobie, ale uświadomione. Wysłuchałem go i tak powstało to przewrotne podejście – zamiast z tym walczyć, to ukochać to, takim jakie jest.

Mój brat wtedy uwolnił się od tego problemu i już nigdy do tego nie wrócił. Jednak najważnejsze tego było to, że usłyszał to i… zabrał się natychmiast za zastosowanie. Efekt zdumiał go bardzo, a dla mnie było to miłe potwierdzenie, że takie podejście ma głęboki sens, co poprzednio tylko przypuszczałem, tak sobie w wyobraźni jakby obracałem to i analizowałem. Teraz miałem na to dowód – on to zastosował i to skutecznie. Szkoda, że jak dotąd (o ile wiem) nikt tego tak nie zrealizował, a głównie dlatego, że nikomu się nie chciało nawet spróbować. Zatem największa zasługa mojego brata i chylę przed nim za to do dziś czoła, to to że nie kombinował, tylko dokładnie zastosował to. To cudowne. Może przyda się i tobie ten opis, który zrobiłem niedawno na nowo, po wielu latach. Opis ten zrobiłem dla kogoś z pewnej firmy, którą obsługuję jako informatyk, ale niestety i on tylko poczytał, poczytał i odłożył to na półkę, jak inni.

Nie mogę opisać szczegółów drogi mojego brata, bo nie mam na to jego upoważnienia, a i pewnie by sobie tego nie życzył. W każdym bądź razie palił poprzednio dużo i od dawna, od lat młodzieńczych. Jest moim starszym bratem o 5.5 roku.

Po prostu jestem ciekaw, czy to da się jeszcze zastosować, czy też mój brat pozostanie jedynym, który się odważył i miał na to chęć? O ile wiem, zachęcał on do tego swego czasu Franiszka Tadlę, jego dawnego kierownika, który palił makabrycznie dużo i potem zmarł na raka płuc, po operacji w Szwajcarii. Powiedział mojemu bratu wtedy tylko tyle: „Dla mnie już za późno” i oczywiście nawet nie spróbował. Tadlę próbował ratować słynny Gąsiorowski, ten z afery ArtB. Opisał ten wątek w swojej książce „Po drugiej stronie”. Z kolegami zasponsorowali Tadli operację w Szwajcarii, ale wtedy było już na prawdę za późno. Pamiętam Franka Tadlę, bo odwiedzałem wtedy brata w jego pracy. Franek miał taki zwyczaj trzymania ręki wygiętej stale tak, by na jego dłoń w razie czego skapywał popiół. To taka przenośna popielniczka, stale dostępna, a ponieważ był ciągle w ruchu i często stał, to jak podszedł do czyjegoś stanowiska to tam strzepnął na czyjąś popielniczkę nadmiar ze swojej ręki i znów ją prostował, i trzymał w odpowiedni sposób by mógł swobodnie wypalać jeden za drugim, nie przerywając też rozmów i chodzenia. Wielu mu chciało pomóc, bo był lubiany, zawsze pogodny, rozumiejący potrzeby innych pracowników, wyrozumiały dla nich. W jaki zaś sposób poznał Gąsiorowskiego, to tego nie wiem i tego wątku wprost już nie znam. Dowiedziałem się o tym przeglądając książkę Gąsiorowskiego, bo mnie to interesowało, zwłaszcza, że sam raz spotkałem się z Gąsiorowskim osobiście, zanim jeszcze związał się z ArtB. Był wtedy wolnym strzelcem, młodym, butnym i ambitnym, ale i takim który chce pomagać innym. To było ciekawe połączenie u biznesmena.

Artur Zgadzaj

Najpierw ustalmy, że nie jestem żadnym znawcą, ani nie jestem człowiekiem wolnym od nałogów. Przez nałóg rozumiem coś szerzej, aniżeli tylko picie, palenie, czy narkotyki. Dla mnie słowo nałóg oznacza wykonywanie coś automatycznie, półautomatycznie, kiedy tego świadomie nie chcę, a jednak wracam do tego jakby zniewolony. Tak to określając większość ludzi ma jakieś nałogi, począwszy od nałogu picia filiżanki kawy, zaraz jak się wstanie, a skończywszy na nałogu robienia w domu awantury po przyjściu z pracy. Nałogiem są zatem przeróżne rzeczy, które gdybyśmy się spokojnie zastanowili, to może chcielibyśmy je zmienić, aby nie były takie automatyczne, bezwiedne.

Palenie nie może być przy okazji. Należy mu poświęcić należną uwagę.

Palisz automatycznie, a myślami jesteś gdzie indziej. W taki sposób schemat się pogłębia, programuje i automatyzuje. To jak rytuał, który trzeba zmienić, ale nie na siłę. Nasze „ja”, nasza osobowość, jest jak żywa istota, która nieszanowana – nie idzie na współpracę, lecz idzie w zaparte, jakby na złość. Trzeba ją uszanować i ukochać taką jaka jest, bez osądzania, że jest zła i niedobra, bez nacisku, karania i popędzania. W przypadku uwalniania się od palenia oznacza to przede wszystkim nieokreślanie terminu rzucenia, a nawet porzucenia myśli „chcę rzucić palenie„.

Zatem, czy możesz poświęcić pełną uwagę chwili palenia papierosa? Ta chwila jest bardzo ważna, jest niezwykle cenna. To skarb. Do tej pory go lekceważyłeś i traktowałeś jak przygrywkę do rozmyślania o komputerze, do czytania gazety lub oglądania filmu w telewizji, lub może fascynujących rozmów w towarzystwie, a może przy okazji flirtowania. Teraz poświęć mu czas i swą uwagę tak wielką, jakby to było wielkie święto – zapalenie papierosa. Wymaga to wielkiego szacunku i ukochania, takim jakie to jest, bez przypominania sobie, że to złe, że chcę z tym skończyć i to jak najszybciej. Nie określaj żadnego terminu, żadnych ram czasowych na skończenie.

Zatem zrób inaczej. Niech to będzie chwila dla papierosa i liczy się tylko on, a inne sprawy odłóż na bok. Teraz się one nie liczą. Przygotuj sobie wszystkie potrzebne akcesoria: jak paczkę papierosów, zapalniczę i popielniczkę. Wtedy, powoli, nie spiesząc się (to bardzo ważne, to nie może być w pośpiechu) wyjmij papierosa, zapal go powoli, jak na zwolnionym filmie i… delektuj się, nie nazywając tego złem, podkreślam. Po prostu wdychaj dym, wypuszczaj go i znów czuj jak wchodzi do płuc, jak reaguje na to organizm. Jeśli pojawi się myśl, że to złe lub jakie to paskudne, a ja to wciąż robię, to staraj się raczej tylko odczuwać ciało, na nim skup swą uwagę. Patrz na ręce, jak przykładasz do ust papierosa, jak wdychasz. Oddychaj głęboko, ale swobodnie. Nie napinaj się. Jeśli chcesz, to możesz nawet się zaciągnąć, nie widzę przeszkód. Jedyne co jest ważne, to to byś był świadomy i poświęcił temu pełną uwagę, podczas tego wciągania się. To wystarczy.

Tak wypal do końca papierosa, aby nie było niedosytu, że gasisz go może zbyt wcześnie, w nerwówce. Nasyć się nim do końca, nie żałuj sobie. Następnie spokojnie zrób taki zadowolony gest szarmancki i zgaś go na popielniczce, z uśmiechem, znów jak na zwolnionym filmie Schowaj wszystkie akcesoria, powoli, metodycznie, dokładnie. Potem, możesz się już spieszyć do innych spraw.

Gdy znów przyjdzie ochota zapalić – znów poświęć swój czas i uwagę na porządne zapalenie papierosa, bez pośpiechu, tak jakby on był w tym momencie najważniejszy. On w tym momencie jest najważniejszy i niech tak od tej pory to dla ciebie będzie.

Teraz najważniejsze – nie dopuść, abyś palił w pośpiechu, w nerwach, automatycznie. Pal powoli, świadomie, metodycznie – już zawsze od tej pory. Jeśli trzeba to wyjdź gdzieś na bok, aby to zrobić. Jeśli trzeba to przeproś rozmówców na tę chwilę, aby to zrobić. Nie pal podczas rozmowy z innymi ludźmi, bowiem wtedy nie poświęcisz uwagi papierosowi, znów będzie on tylko automatycznym dodatkiem, czymś na przyczepkę, na odwal się.

Usiedliśmy, tym razem już obaj podekscytowani i zaczął mi opowiadać jak to wyglądało przez ten tydzień. Powiedział, że dość szybko zmniejszyła się ilość wypalanych papierosów w ciągu dnia. Jak poprzednio wypalał 1-2 paczki dzienie, to szybko doszło do palenia około kilkunastu. Mówi, że takie wypalanie wymagało więcej czasu, to i automatycznie mniej papierosów się wypalało. Wpadł na pomysł, aby założyć notes i zapisywać o której godzinie zapalił papierosa, aby wiedzieć ile pali w ciągu dnia, i jak to się zmienia.

Poza tym zauważył, że mniej go ciągnie. Na przykład któregoś dnia odkrył, że jest już w pracy, była już godzina 9 rano i przypomniał sobie nagle „Kurczę, przecież mam zapalić!”. Zatem – mówi – wyjąłem wszystkie akcesoria, zapaliłem, zgasiłem i w notesie zapisałem – godzina 9-ta. Przedtem musiałem zapalić z samego rana, jak tylko wstałem z łóżka, a teraz dopiero w pracy sobie o tym przypomniałem.

Pokazał mi ten notes. Potem rozmawialiśmy jeszcze o technice palenia i o myślach, które się pojawiają. Mówi, że zaczyna widzieć i czuć, jaki ten dym jest paskudny. Mówi, że organizm jakby tego nie lubi lub to odrzuca. Potem za chwilę są myśli, że to przyjemne, ale gdzieś z boku znów odczucia od płuc, ciała, że to niedobre.

Tak – mówię – to normalne, że przychodzą takie odczucia. Ważne zaś jest, aby nadal tego nie potępiać, nie potępiać siebie, nie mówić sobie że to złe. Jesli przyjdzie odczucie, że to jest niezdrowe, niedobre, a nawet obrzydliwe, to nie rozwodź się nad tym w swoim umyśle. Nie rozwijaj tego myślowo. OK, jest odczucie, jakiś sygnał od ciała i… pozostaw to bez komentarza, bez oceny. To tak, jakbyś coś odczuł, ale więcej nad tym nie dywagował. W żadnym wypadku nie nazywaj tego złem, albo że chcesz to rzucić. Wiesz, jak komuś dajesz sygnał, że chcesz go rzucić, to on się ciebie uczepi i nie chce puścić. Zatem nie mów mu, że chcesz go rzucić, nie mów tak do niego, nie dawaj mu powodów do podejrzeń. Ciągle bądź dla niego miły i wyrozumiały. Ciągle dawaj mu to, co chce i tyle tylko ile tego chce, aż się dobrze nasyci.

Aby temu sprostać, to najlepiej zamiast coś analizować w swoim umyśle, w takiej chwili skupić się na konkretach, czyli znów wdech, wydech, skupić się na ruchu płuc, na ruchu ręki, czy wydychanym dymie. Nie ma też potrzeby bać się zaciągać, czy też bać się przykuć uwagę na wdychanym do płuc dymie. Wręcz przeciwienie, właśnie niech to przykuje twój umysł, ten ruch, ten przepływ, jak to działa, jak coś reaguje. Wtedy myśli same się uciszają. To jak medytacja na wykonywanej czynności, bez oceniania. Jakbyś był trochę z boku i obserwował tylko wykonywaną czynność i co ważne – nie próbował jej w żaden sposób przeszkodzić, nie próbował tego zmienić. Jeśli będzie chciał się po jakimś czasie, po iluś dniach, czy togodniach zatrzymać – to niechaj to będzie jego własna nieprzymuszona decyzja. Ty tylko obserwuj wykonywaną czynność i… uśmiechaj się. Nie denerwuj się, że może trwa to już ileś dni, albo że tak bardzo chciałbyś z tym skończyć. Bądź niezwykle cierpliwy i wyrozumiały w tym obserwowaniu, w tym obcowaniu z samym sobą. To tak, jakbyś usiadł koło swego małego syna, który właśnie uczy się pisać w pierwszej klasie. Zamiast irytować się i denerwować i rzucać krzesłammi z wściekłości, siedzisz koło niego cierpliwie i patrzysz jak mozolnie pisze każdą literę. Nic nie mówisz – tylko jesteś koło niego i śledzisz każdy ruch ręki, tak jakbyś razem z nim to robił. Wtedy twój syn może osiągnąć niebywałe rzeczy. Oto istota miłości – bycie z kimś, w jakiejś rzeczy, w jakiejś czynności, w jakimś zdarzeniu, bycie razem, cierpliwie, razem i bez osądzania. Wtedy coś się zmienia, pojawia się wielka energia, jakaś łączność i zrozumienie poza słowami.

Zatem bądź po prostu ze swoim paleniem, ze swoim ciałem, z jego ruchem i reakcjami – tak jak z najbliższym przyjacielem i nigdy nie mów, że jest niedobre, niedoskonałe, lub złe. To jest na prawdę twój najbliższy przyjaciel – twoje ciało. Czyż nie jest z tobą stale, od samego początku, od urodzenia? Czyż nie stara się wykonywać twych poleceń? Czyż nie stara się ci służyć? Zatem i ty bądź jego przyjacielem i nie gań go.

Tak to omówiliśmy i ja znowu wyjechałem. Po następnym tygodniu, czy dwóch (nie pamiętam) – brat pokazuje notes i mówi, że zmniejszyło się to do 2 lub 3 papierosów dziennie i od kilku dni już nie maleje. Pokazał zapisane godziny. Pyta mnie: „I co dalej?”. Przez chwilę zbladłem, bo na prawdę nie wiedziałem, nie miałem pewności. Jednak przyszła taka pewna myśl i powiedziałem nagle: „Teraz, to rzucić”.

Niesamowite i on to rzucił. Przyjechałem za następny tydzień, a on mówi: „Nie ma sensacji żołądkowych, nie przytyłem. Nie ciągnie mnie.” Mówi, że najbardziej zaskakujące dla niego jest to, że go nie ciągnie, nawet jak inni palą koło niego.

Zatem, czy i ty możesz spróbować? Czy uważasz, że dasz radę? Czy myślisz, że jesteś w stanie to zrobić? Zacząć od jednej próby i zobaczyć co dalej?

Jeśli rozważę to jako osoba paląca, to mógłbym sobie powiedzieć coś takiego:
– A niech tam. W końcu raz mogę spróbować, co mi szkodzi. Nie wiem czy to ma sens, nie wiem czy to zadziała. Może nawet potraktuję to jak zabawę, ale raz mogę spróbować – przygotować akcesoria, zabawić się i poświęcić temu czas, poptarzę sobie jak pykam dymki, a co mi tam. Tak, skończę elegancko i ładnie schowam to do szuflady lub do torebki. Tyle mogę zrobić, zobaczymy co z tego wyniknie.

Zatem, niech to będzie taki mały eksperyment.

Podsumowanie procesu:
————————————

1. Załóż sobie notes, w którym będziesz zapisywać datę, godzinę i okoliczności zapalenia każdego papierosa, niezależnie od tego, czy pamiętałeś o paleniu świadomym, w pewnym odosobnieniu, czy też o tym zapomniałeś. Zapisz to: „Zapaliłem automatycznie, data i godzina”. Nie gań się, nie potępiaj, nie czyń sobie wyrzutów. Zapisz to jak kronikę, to wszystko. Następnym razem jest szansa, że będziesz pamiętał. Pod koniec dnia zrób małe podsumowanie, zliczenie ilości wypalonych papierosów. Staraj się siebie nie potępiać, po prostu to zlicz, podsumuj, zanotuj w umyśle i idź spać. Innym razem zapiszesz być może „Zapaliłem świadomie, data i godzina”.

2. Staraj się, o ile tylko możesz i będziesz pamiętać – kochać palenie papierosów. Jak się coś kocha, to temu poświęca się uwagę, nie lekceważy się tego, nie mówi się mu: „Nie mam dla ciebie czasu, mam ważniejsze sprawy”. Zatem kochaj palenie tak, by powiedzieć sobie: „Ty jesteś teraz najważniejszy, wszystko odłożę, bo poświęcić tobie czas, me myśli, uczucia i odczucia. Będę tylko z tobą.”

3. Ważny jest, bardzo, bardzo ważny jest – początek i koniec. Gdy umawiasz się na randkę z kimś, o kim marzysz, kogo kochcasz, kto ciebie fascynuje, to przygotowujesz się do spotakania jak tylko możesz najlepiej. Jak potem rozstajesz się z tym kimś, to także nie mówisz mu obojętnie „Adijos Bambino”, tylko żegnasz się czule, przedłużając chwilę rozstania. Tak właśnie przygotuj się do chwili z papierosem i tak zakończ tę chwilę z papierosem. Zatem jak masz się z nim spotkać, to niech to będzie święto, a do święta trzeba się przygotować. Nie wyciągaj swych akcesorii związanych z paleniem, jakby to był przymus, albo coś nudnego, czy też od niechcenia.

Zamiast tego zrób zupełnie odwrotnie – odejdź na bok, by nikt ci nie przeszkadzał. Zrób wszystko, by to było święto. Ułóż sobie paczkę papierosów. Przygotuj ładnie zapalniczkę. Usiądź wygodnie, o ile to możliwe nie stój. Zrób głęboki wdech, na myśl, że zaraz zrobisz sobie tę radość. Wyciągnij jednego paierosa, obejrzyj go chwilę, jakby to było pierwszy raz. Przyłóż go do ust i powoli zapal. Poczuj ten pierwszy smak i zapach. delektuj się nim. Tak wypal cełego pierosa – smakuj go, ale jednocześnie odczuwaj swe ciało – to bardzo ważne. Zatem patrz jak unosi się przy wdechu klatka piersiowa, jak płuca się wypełniają. jak pracuje i rusza się twoja ręka. Czuj swoje płuca. Czuj swoje mięśnie, czuj krew jak płynie, jak odbiera to całe ciało. Jeśli przy tych odczuciah pojawi się chęć natychmiastowego skończenia palenia, to powiedz sobie tak: „Nie, jeszcze nie teraz. Dokończę tego papierosa. Chcę go poczuć do samego końca, aż się nasycę i wszystko odczuję.”

Gdy go wypalisz tak do końca. Wtedy – jakbyś grał w teatrze i była to taka rola – powoli, jak na zwolnionym filmie – zgaś tego paierosa o przygotowaną wcześniej papielniczkę. Patrz jak twoje dłonie, twoje palce go gaszą i przygniatają. Potem pójdź natychmiast umyć popielniczkę, nie zostawiaj jej brudnej, Wyczyść ją ładnie. Schowaj spokojnie, metodycznie wszystkie akcesoria, jakbyś zamykał jakiś etap, jakiś proces, jakiś etap. Tak, jakbyś coś zamykał. Jakby coś się nasyciło i po prostu się skończyło, bez walki, bez zakazów, bez żali i bez potępiania.

Potem wyjmij notes i zapisz w nim: „Zapaliłem świadomie, data i godzina – 1 papieros (to było niezwykłe, udało się)”

Pozdrawiam,
Artur Zgadzaj

******************************************

Poniżej zamieszczam list, nadesłany przez jedną z czytelniczek, opisujący jak opisana metoda zadziałała w praktyce. List wklejam w takiej postaci, jak go otrzymałam.

„Witam serdecznie. Chciałabym poinformować, że wypróbowałam Pańską metodę ma rzucenie palenia.

Niestety, nie udało mi sie definitywnie zerwać z nałogiem, ale ograniczyłam i to dość łatwo ilość wypalonych papierosów pięciokrotnie.

Ostatecznie udało mi się jednak zerwać z paleniem, ale już dzięki innej metodzie. Pański sposób można powiedzieć, że powoli przygotowywał mnie do tego i też miał swój wielki wkład.

Zacznę od tego, że paliłam ponad 20 lat – dokładnie 23, prawie dwie paczki dziennie.

Pierwszego dnia stosowania Pańskiej metody liczba spalonych papierosów zmniejszyła się do jednej paczki i to był już dla mnie sukces.

Mój organizm jakby zgłupiał od tego że zaczęłam świadomie palić, a właściwie że usiłowałam to robić, bo wtedy jeszcze mi to za bardzo nie wychodziło.

Czułam wyraźnie dym papierosowaty, który był bardzo niemiły dla mnie w odbiorze.

2 i 3 dnia uczyłam się w dalszym ciągu świadomie palić, były momenty w ciągu dnia, że nie czułam potrzeby palenia, wypaliłam po paczce dziennie.

Czwartego dnia natomiast liczba wypalonych spadła do 14 . Przy czym duża jest chęć palenia w rannych godzinach, potem jakby mniej. Przed zapaleniem kolejnego papierosa zaczęła pojawiać się u mnie jakby zaduma czy chcę naprawdę zapalić….

5 dnia wypaliłam 11 papierosów i ta liczba będzie się powtarzać do 10 dnia. Wypalałam wtedy 10 -11 papierosów, odczuwałam wyraźnie poprawę w oddychaniu, mniej kaszlałam i chrząkałam, ale także wzrosła moja zdolność świadomego palenia. Chociaż zdarzały się papierosy po których nie czułam się nasycona.

Zaczęłam też ograniczać się w takich sytuacjach w których nie wyobrażałam sobie siebie bez papierosa , np. przy kawie,po posiłkach.

Podczas tego okresu nie mogłam pojąć jak mogłam tyle palić, zupełnie nieświadomie, sądzę, że nigdy już bym nie wróciła do tego palenia. Moje samopoczucie było ogólnie dobre, nie zauważyłam większego zdenerwowania .

Od 11 dnia liczba spadała mi do 7 dziennie i tak będzie do 28 dnia. Spalam zazwyczaj 4 w pracy i 3 w domu. Ale muszę się pilnować żeby nie przekroczyć tej liczby , właściwie cały czas kontroluje czas aby nie przekroczyć tych 7 dziennie . Ale aby całkowicie zerwać z paleniem nie mogłam się jeszcze zdobyć.

Głodu nikotynowego, ogólnego rozdrażnienia ani przytycia w tym czasie nie zauważyłam, natomiast absurdalność wypalanych nieświadomie tak dużej liczby papierosów pojawiła się już po paru dniach i jeszcze raz powtórzę, że nie wróciłabym do dawnego sposobu palenia za nic w życiu, już nawet nie mogłabym tak palić, wolałabym ograniczać się do końca życia. Pańska metoda przypadła mi bardzo do gustu, chociaż dzięki niej nie zerwałam z nałogiem to jednak od pierwszej chwili jej stosowania odczułam, że to działa na mnie. Problemem dla mnie było nauczyć się palić świadomie. Na początku zupełnie mi to nie szło, ale z czasem nauczyłam się tego, chociaż bywały papierosy kiedy z tym świadomym palenie bywało różnie, nie chodzi o wpadki, czy o zapominanie (podczas tego okresu tylko raz mi się zdarzyło zapomnieć, że palę świadomie ).

Obecnie nie palę już 10 dni, udało mi się to dzięki metodzie Allena Carra, ale uważam że Pańska metoda bardzo przygotowałam mnie do tego, była jakby preludium w tej walce.”

Reklamy

Make a Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Komentarze 2 to “Rzucanie palenia – metoda Astral Dynamics”

RSS Feed for Rzucanie palenia – jak rzucić nałóg? Comments RSS Feed

Metoda Alana Carra faktycznie skuteczna! Mozna zawsze poziom motywacji wspomóc terapia NRT, ale i bez tego się obejdzie.

Witam!Słyszałam o tej metodzie i nawet przez jakiś czas ją stosowałam.Ale zarzuciłam jej stosowanie, bo miałam różne stresujące sprawy
Ale teraz zamierzam do niej wrócić, bo palę za duzo. Mam więcej czasu bo jestem na rencie i się mniej denerwuję. Niestety najwięcej wypalałam w pracy/urząd państwowy/. A, że rentę mam dość wysoką to nie mam tyle stresów.Napewno powiadomię o swoich sukcesach w rzucaniu palenia. No ale do kawy to i tak zapalę;-)


Where's The Comment Form?

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d blogerów lubi to: